facebook

sobota, 13 czerwca 2015

Dla głuchych dwa razy nie biją dzwony




Czytam właśnie opinie, "teksty" dziennikarzy lub ludzi nazywanych dziennikarzami przed meczem z Gruzją i ogarnia mnie pusty śmiech. Jedni piszą, że Nawałka powołał najlepszy możliwy skład, chociaż nie ma w nim ani Wasilewskiego ani Polanskiego. Można oczywiście mówić, że najkorzystniejszy według selekcjonera, że zdrowi są Ci, których chciał powołać, ale na pewno nie to, że są to najlepsi polscy piłkarze. A na pewno nie wszyscy.


Drudzy zabawiają się w pogodynki, zastanawiając się jaka będzie aura, czy dach zamknąć czy nie. Bo co będzie jeśli naszym zrobi się za ciepło, jeśli się spocą, opalą czy wyschnie im nażelowana głowa. No istna tragedia. Oczywiście nie wspominają, że ten cały, cyniczny dach to najgłupsza konstrukcja w historii polskiej piłki na którą bez sensu wydano kilka milionów złotych. Jeśli ktoś chce grać w futsal, to zapraszam do hali.

Inni jeszcze głośno wylewają swoje żale, że brakuje Glika i co to będzie, bo to przecież fantastyczny defensor, taki, którego nie mieliśmy od kilkudziesięciu lat. Otóż chciałbym przypomnieć, pomijając już temat Wasyla, że w naszej kadrze w roku 2002 grali tacy obrońcy jak Żewłakow, Bąk, Hajto, Wałdoch, a byli też słabsi, ale porządni Kłos, Kałużny i Głowacki. Nie wiem czy Ci panowie, pamiętają też takiego zawodnika jak Koźmiński, który we Włoszech rozegrał ponad 200 spotkań. To tak apropos budowania pozytywnego wizerunku PZPN. Oczywiście Glik to świetny obrońca, ale po pierwsze nie opowiadajmy bzdur, a po 2 gdyby kilka lat temu nie mógł zagrać w spotkaniu reprezentacji to w jego miejsce już czekałoby 3,4 zawodników na podobnym poziomie. A dziś ich nie ma. Taka subtelna różnica.

No to czytamy dalej. Pazdan - "pirania Beenhakkera rusza na łowy".  Kogoś poważnie przegrzało. Ach, to słoneczko, nie zawsze pomaga, już wyjaśniam dlaczego. Jeśli średniak, przeciętniak, drewniany Pazdan, którego jedynymi atutami są waleczność czy odbiór i to raczej nie na wyższym poziomie niż tzw. ekstraklasa, ma zbawić polską kadrę to jest to bezwstydne. Powołania nie otrzymuje chociażby Polanski, który ma za sobą fenomenalny, najlepszy w karierze sezon i jest chwalony przez najważniejsze persony niemieckiej piłki. A co się działo, gdy w kadrze grał Polanski? Był obiektem drwin i żartów. Porównując obu zawodników Polanski jest minimum klasę wyżej, potrafi zagrać na świetnym poziomie z Bayernem czy z Schalke, a i z podaniami dużo lepiej. No, ale jest pokłócony z Nawałką. Nie, nie grają najlepsi. To tylko mity. No i oczywiście kity.

Dziś cała grupa piszących zastanawia się, jak pokonać Gruzję, a uwielbiany i nieomylny prezes PZPN rzekł nawet, że to nie jest tak słaba drużyna, bo przeważnie to ona przegrywa niewiele. Tak jak chociażby z Polską u siebie, gdzie po fantastycznej walce ulegli 0 do 4. Normalnie strach się bać. Jeśli takie słowa wypowiada najważniejsza osoba w polskiej piłce, medalista  mistrzostw świata, to albo sobie drwi i jest to zabieg psychologiczny, co w przypadku Bońka nawet jest możliwe, albo wciąż budujemy środowisko patologiczne. Mniejsza o większość, przykład idzie z góry. A takie słowa jako wzór motywacji są po prostu mizerne. Chociaż pamiętajmy jak do gry swoich zawodników przed ważnymi spotkaniami zachęcał Orest Lenczyk, który ciągle im powtarzał, że są słabsi, ale rywale też mają swoje kiepskie punkty, które trzeba wykorzystać. Tu jednak sytuacja wygląda nieco inaczej.

Przede wszystkim nie gramy dziś ani z mistrzami świata Niemcami, których przecież pokonaliśmy ani z Argentyną.  Spotkamy się z bardzo marną Gruzją, a brak zwycięstwa, mało tego brak pogromu będzie ujmą. Mamy w składzie wyróżniających się piłkarzy najmocniejszych lig świata - Krychowiaka, Milika, Lewandowskiego, Fabiańskiego, do gry wraca Kuba. Prowadzimy w tabeli. Tak jak wspomniałem ograliśmy najlepszą drużynę globu, wielokrotnie w tych eliminacjach pokazaliśmy charakter. Ba, nawet potrafiliśmy, co jest największą sensacją, ciekawie grać w piłkę. Nieszablonowo, interesująco. Momentami porywająco. Kadra się zmieniła, stać nas na zwycięstwo z każdym. Dziś nawet nie powinniśmy zapamiętać w jakiej bluzie zagra Fabiański czy jakie fryzury przygotowali nasi dzielni obrońcy.  My mamy atakować, my mamy zwyciężać. To jest nasz czas. Nasze 90 minut.

 Warto to powiedzieć wprost, bo znów jesteśmy zarzucani głupawymi opiniami. Polska walczy o pierwsze miejsce w grupie. O zwycięstwo. Nie o awans, a o triumf.  O to, by znów ktoś nas traktował poważnie, z respektem, by się obawiał polskich Orłów. Stać nas na to. Po meczu z Niemcami zrodziła się drużyna, nawet można by powiedzieć rodzina. Dziś do niej dołącza Kuba, wyrzucony z domu syn marnotrawny, który chciał do niego wrócić, ale przede wszystkim też ktoś zechciał go przyjąć. W końcu. Konflikty na bok. Czas na kadrę. Na trzy punkty, pokazanie klasy. Na prawdziwą jatkę. Zabierzmy Gruzję na największą karuzelę, jaką widzieli. Tak, by wymiotowali krwią, a Polacy byli dumni z kolejnego udanego kroku w stronę Euro. Powodzenia Błaszczu, widzimy się we Francji. Do boju! 

4 komentarze:

  1. Gdyby był Linetty w pierwszej 11 za Mączyńskiego byłoby ok. Może Nawałka grą 10 na 11 chce uatrakcyjnić mecz ? Brakuje też Kuby

    OdpowiedzUsuń
  2. Pazdan, Maczynski , Peszko to zwiastun dziadodstwa i lipy. Smutne to.

    OdpowiedzUsuń
  3. No i co? Bardzo dobry mecz Pazdana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, graliśmy z Gruzją, nie z Niemcami

      Usuń