facebook

środa, 17 września 2014

Chwilowa moda w Siedlcach



Na mecze jeżdżę w każdy weekend, a czasami również w środku tygodnia. Z reguły są to spotkania Znicza Pruszków oraz A-klasowego AMT Nowa Wieś, którego jestem zawodnikiem. W wolnych chwilach odwiedzam również inne stadiony. Zazwyczaj są to okręgowe ligi w Warszawie i jej okolicach, jednak czasami lubię pojechać gdzieś dalej. W minioną niedzielę postawiłem wraz z kolegą odwiedzić Siedlec, gdzie miejscowa Pogoń podejmowała Olimpię Grudziądz.


Na miejsce docieramy lekko spóźnieni, bo już za 10 minut sędzia ma rozpocząć mecz, a my jeszcze bez biletów. Jako stały bywalec stadionu Znicza z przerażeniem patrzę na kolejkę do kasy(w Pruszkowie wszystko robi się ręcznie, przez co zajmuje to wieki) i obawiam się, że za dużo to my w pierwszej połowie już nie zobaczymy. Na wstępie jednak spotyka nas miła niespodzianka – wszystkie dzięki komputeryzacji idzie bardzo sprawnie i dosyć szybko kupujemy bilety, mimo że obaj w Siedlcach jesteśmy pierwszy raz i nie było nas w bazie kibiców. W trakcie stania w kolejce w oczy rzuca nam się jedna rzecz – wejście na sektor gości znajduje się dosłownie kilka metrów od kas, a pod nim stoi kilku kibiców Olimpii Grudziądz.

Jesteśmy spóźnieni, więc po zakupie biletów szybko wchodzimy na trybunę i zajmujemy pierwsze lepsze miejsca, bo na zegarze już siódma minuta i szkoda czasu na szukanie naszych. Miejsca za ciekawe jednak nie były, ponieważ widoczność ograniczały nam barierka. Ktoś postanowił zaprojektować tę niezbyt dużą trybunę(2700 miejsc) tak, że ma ona jakby dwa poziomy, które oddziela wspomniana barierka. Pomysł trzeba nazwać dziwnym, bo do obu części jest to samo wejście, a wspomniana barierka wykonana z grubych metalowych prętów skutecznie ogranicza widoczność.

Na stadionie zasiada niespełna 2 tys. kibiców, czyli najmniej od czasu wywalczenia awansu do pierwszej ligi i nie ma wśród nich wspomnianych kibiców Olimpii Grudziądz. Przez cały mecz doping prowadzi niewielki młyn, a kilkukrotnie wspomaga ich reszta stadionu. Ponadto w trakcie pierwszej części gry kibice Pogoni prezentują oprawę składającą się z niebiesko-białych flag na kijach.

Przed przerwą na boisku niespodzianki nie było – Olimpia grała lepszy, bardziej poukładany futbol, stworzyła więcej sytuacji i jedną z nich, po pięknym strzale, zamieniła na bramkę były gracz m.in. Łodzkiego Klubu Sportowego Robert Szczot. W szeregach Pogoni panował za to chaos i wszystko wskazywało, że na drugie zwycięstwo w pierwszej lidze Siedlczanom przyjedzie poczekać.

W przerwie przez przypadek mój kolega spotyka znajomego i mamy okazję zasięgnąć trochę języka. Okazuje się, że brak gości w sektorze nie jest przypadkiem, gdyż ze względu na jego usytuowanie nie wyrażono zgody na wpuszczanie na niego kibiców gości i żadni przyjezdni w tym sezonie w Siedlcach jeszcze nie byli. Przy rozbudowie stadionu zainwestowano również w bazę treningową – dwa boiska, jedno z naturalną a drugie ze sztuczną murawą. Natomiast na boisku głównym brakuje oświetlenia, ale to prawdopodobnie niedługo powstanie. Chwilę jeszcze powymienialiśmy uwagi dotyczące futbolu i trzeba było wracać na swoje miejsce.

Po przerwie nie wróciliśmy już na przypadkowo zajęte miejsca, a na te, które mieliśmy na bilecie. Są trochę lepsze i barierka nie zasłania nam boiska. Idealnie jednak nie jest, bo inne barierki zasłaniają narożnik po drugiej stronie. Niby więc mamy stadion, który sprawia wrażenie ładnego i kameralnego, ale liczba błędów i złych rozwiązań, które popełniono przy projektowaniu tego obiektu, po prostu poraża.

W drugiej części gry niespodziewanie to Pogoń przejmuje inicjatywę i tworzy sobie więcej sytuacji. Goście starają się odgryzać pojedynczymi kontratakami. Po słabiej pierwszej, oglądamy dobrą drugą połowę, w której gospodarze doprowadzili do wyrównania, a mogli nawet pokusić się o komplet punktów. Na trybunach nie działo się już nic wielkiego – fani Pogoni prowadzili doping praktycznie bez przerw, jednak po zmianie stron sprawiali wrażenie cichszych niż przed przerwą. A grupka fanów z Grudziądza? Stała cały mecz za płotem i kilka razy coś krzyknęli, jednak wiszące reklamy nie pozwoliły im obejrzeć meczu.


Można by powiedzieć, że spotkanie jak każde inne, jednak jest to dla mnie kolejny dowód, że w Polsce wszyscy kochają piłkę tylko w internecie i nie przekłada się to na liczbę fanów na trybunach. Oczywiście stadion w Siedlcach ma swoje wady, jednak kibice Pogoni nie mogą powiedzieć, że muszą oglądać mecze na starym rozlatującym się obiekcie, a w deszczowe dni pada im na głowę. Ponadto chyba nikt z nich nie pamięta czasów, kiedy Pogoń grała aż tak wysoko. Mimo to w 70-tysięcznych Siedlcach nie ma nawet 3 tysięcy ludzie, którzy raz na dwa tygodnie wybraliby się wspierać swój lokalny zespół. Komplet widzów na stadionie zanotowano jedynie w meczu o awans oraz w inaugurującej I-ligowy sezon konfrontacji z Chojniczanką Chojnice. Później przyszło kilka gorszych meczów, a kibice wyraźnie znudzili się futbolem w wykonaniu Pogoni. Nie jest to jednak odosobniony przypadek, a raczej ogólnopolski trend i my, kibice piłki nożnej, musimy wreszcie zdać sobie sprawę, że jeżeli nie będziemy chodzić na mecz swoich lokalnych zespołów, to futbol nad Wisłą nie stanie się lepszy.

Zdjęcia:







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz